WYKONAWCA:

 

Zbigniew Raubo edukację muzyczną rozpoczął w wieku 5 lat, w wieku lat 10 po raz pierwszy wystąpił z orkiestrą. Jest absolwentem PSM I i II st. w Kaliszu, którą ukończył pod kierunkiem prof. Waldemara Andrzejewskiego. Studia w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach ukończył z wyróżnieniem w klasie prof. Andrzeja Jasińskiego. W czasie studiów był kilkakrotnie stypendystą Towarzystwa im. Fryderyka Chopina oraz Ministra Kultury i Sztuki. Podjął pracę w macierzystej uczelni jako asystent prof. Jasińskiego, obecnie jest profesorem nadzwyczajnym w Katedrze Fortepianu. W wieku 17 lat był nagradzany na Ogólnopolskim Konkursie im. Karola Szymanowskiego w Łodzi, a następnie został laureatem prestiżowych konkursów pianistycznych w Bolzano (Włochy, 1991) i Utrechcie (Holandia, 1992). Otrzymał też Second Stage Prize na Konkursie Pianistycznym w Leeds (Wielka Brytania, 1993); był półfinalistą Konkursu im. Marguerite Long i Jacquesa Thibaud w Paryżu, dwukrotnie otrzymał Dyplom Uczestnictwa w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Jego repertuar obejmuje szeroki zakres utworów od J.S. Bacha po muzykę współczesną - w tym ponad trzydzieści kompozycji na fortepian z orkiestrą. Zbigniew Raubo wielokrotnie występował jako solista koncertów symfonicznych - w tym z niemal wszystkim polskimi orkiestrami filharmonicznymi - oraz z licznymi recitalami na terenie Polski i poza granicami (Niemcy, Włochy, Francja, Maroko, Słowacja, Rosja, Czechy, Austria). Dokonał szeregu nagrań na płytach CD - m.in. koncertów fortepianowych dla młodzieży z udziałem orkiestr Sinfonia Varsovia i Capella Cracoviensis dla japońskich filii wytwórni Deutsche Grammophon i RCA, jak również wielu albumów solowych z dziełami Fryderyka Chopina. W 1996 firma DUX wydała jego płytę „Chopin Recital”, nominowaną do nagrody Akademii Fonograficznej „Fryderyk’96”; od 1997 roku Zbigniew Raubo jest członkiem tejże Akademii. W 1997 roku nagrał płytę pt. „Horn Sonatas ze Zbigniewem Żukiem dla firmy „Żuk Records”, a w 1999 dokonał nagrania wybranych sonat fortepianowych F. Schuberta. Uczestniczył w krajowych festiwalach pianistycznych w Dusznikach-Zdroju, Szczecinie, Opolu, Słupsku, Wrocławiu, Tarnowie, w Festiwalu Muzyki Kameralnej Kwartetu Śląskiego w Rybnej oraz w Internationales Bodensee-Festival (Niemcy); w roku 2003 wystąpił w „Maratonie twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego” w Katowicach. Jako kameralista współpracuje m.in. z Bartłomiejem Niziołem, Kwartetem Camerata i Kwartetem Śląskim; z tym ostatnim zespołem brał udział w polskim prawykonaniu kameralnej wersji IV Koncertu fortepianowego G-dur L. van Beethovena. Jest współorganizatorem i wiceprezesem Śląskiego Towarzystwa Muzycznego z siedzibą w Katowicach oraz przewodniczącym Koła Zakopiańskiego Towarzystwa Muzycznego im. Karola Szymanowskiego przy Akademii Muzycznej w Katowicach. Jego wychowankowie są laureatami szeregu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów pianistycznych - m.in. Konkursu „Artur Rubinstein in memoriam” w Bydgoszczy, konkursu w Szafarni, Festiwali Pianistyki Polskiej w Słupsku, Konkursu im. Ferenca Liszta we Wrocławiu, Konkursu w Parmie.

 

O MUZYCE:

 

U progu drogi twórczej Johannesa Brahmsa (1833-97) stoją trzy monumentalne, pisane na początku 50-tych lat XIX stulecia (1852-54) sonaty fortepianowe: Sonata C-dur op. 1, Sonata fis-moll op. 2 i Sonata f-moll op. 5. I co ciekawe, będą to jedyne trzy sonaty fortepianowe, jakie Brahms skomponuje. Bo choć będą kolejne: na fortepian ze skrzypcami, z wiolonczelą, z klarnetem - to na sam fortepian już nie. Owe sonaty fortepianowe tworzył kompozytor dwudziestoletni, zapatrzony w ideały wielkiego Romantyzmu, wychowany na wzniosłych wzorach Bacha i Beethovena, choć zerkający także w stronę pianistycznej wirtuozerii Franza Liszta i poetyckiej muzyki Roberta Schumanna. Słowem: kompozytor zachowujący szacunek wobec tradycji, ale też otwarty na nowe prądy... Może trudno było w takiej sytuacji zachować jednorodność tworzonego dzieła, ale przecież Sonata fis moll - doprawdy imponuje! Potężny, rapsodyczny gest pierwszego tematu - i urzekający liryzm tematu przeciwstawnego, motywiczne bogactwo pracy przetworzeniowej - to tylko wybrane rysy pierwszej części. Część druga to prawdziwie poetycki cykl wariacji, napisany pod natchnieniem starej niemieckiej pieśni. „Żal mi, że zima zarówno las, jako i pole ogołociła...” - takie słowa miały zainspirować klimat owego Andante con espressione, z nagła przechodzącego w „myśliwskie” scherzo (Jagd-Musik) z kontrastującą, przepiękną muzyką Tria, nawiązującą do harmonii chóru leśnych rogów... I wreszcie finał Sonaty, poprzedzony rozległą nokturnową introdukcją - z charakterystycznymi motywami czardasza - alla ongarese (może echo wspólnych koncertów z węgierskim skrzypkiem Reményim?), ale także z Beethovenowskim „motywem losu”... Sonata fis-moll op. 2 była w istocie pierwszą z fortepianowych sonat Brahmsa. Gdy kompozytor postanowił szerzej zaprezentować swój dorobek - najpierw Lisztowi w Weimarze, a później w Düsseldorfie Schumannowi, wybrał dojrzalszą - jak sądził - Sonatę C-dur, dzieło bardziej zwarte, wyraźnie odwołujące się też do Beethovenowskiej Hammerklavier-Sonate B-dur op. 106. Tę zaś, w fis-moll, wówczas traktował już nieco pobłażliwie, o czym świadczy choćby podpis-pseudonim w pierwszym wydaniu nutowym: „Kreisler jun.”. Wszak postać ekscentrycznego kapelmistrza Johannesa Kreislera, bohatera z kart powieści i opowiadań E.T.A. Hoffmanna była już postacią anachroniczną. Kapelmistrz Kreisler wielokrotnie przewijał się też przez karty fortepianowych, prawdziwie romantycznych dzieł Schumanna... Całą zaś Sonatę zadedykował Brahms małżonce twórcy Kreislerianów - Klarze Schumann, jednej z najświetniejszych pianistek tamtej epoki. Przyjaźń zaś, jaką Schumannowie obdarzyli młodego Brahmsa, okazać się miała jedną z najbardziej niezwykłych artystycznych przyjaźni w dziejach muzyki...

 

Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego (1839-81), jeden z najpopularniejszych utworów tzw. muzyki klasycznej, bardziej znany w orkiestrowej transkrypcji Maurice’a Ravela niż w kompozytorskim oryginale... Przypomnijmy kilka faktów. W lipcu 1873 roku umiera w Moskwie Wiktor Hartman, niespełna 40-letni architekt, jeden z najbliższych przyjaciół Musorgskiego - fantasta i wizjoner marzący o stworzeniu nowego, narodowego stylu w rosyjskiej sztuce i architekturze. W pół roku później z inicjatywy Włodzimierza Stasowa, wybitnego krytyka muzycznego, zorganizowana zostaje w Petersburgu pośmiertna wystawa wybranych prac artysty - szkiców rysunkowych, akwarel, projektów scenograficznych i architektonicznych. 22 czerwca 1874 Modest Musorgski, który wystawę odwiedził kilkakrotnie, kończy cykl dziesięciu utworów fortepianowych, będących nie tylko umuzycznieniem niektórych wizji Hartmana, ale także osobistą refleksją nad dziełem przyjaciela. Bo słynna Promenada, otwierająca cykl i przewijająca się pomiędzy kolejnymi „obrazkami”, jak i jej kolejne metamorfozy - to właśnie muzyczne alter ego kompozytora... Słuchając Obrazków z wystawy często zadajemy sobie pytanie, jak dalece kształt muzyczny poszczególnych części cyklu przystaje do Hartmanowskich szkiców. I tu niespodzianka, bowiem niektóre „obrazki” nigdy nie zostały przez Hartmana narysowane, inne zaś przetworzone zostały w wyobraźni kompozytora w stopniu maksymalnie twórczym. Jak choćby Gnom - u Hartmana jedynie stylizowany dziadek do orzechów, dziecinna zabawka. Musorgski zabawkę tę ożywia, nadaje jej rysy ludzkie - tragiczne, jego Gnom to potworny karzeł, obiekt ludzkich drwin i pośmiewiska; co jednak innych bawi, dla niego samego jest źródłem rozpaczy bez dna... Albo Stary zamek - Włodzimierz Stasow, objaśniając znaczenie poszczególnych „obrazków” pisał o średniowiecznym zamczysku i trubadurze, śpiewającym u jego stóp swą natchnioną pieśń. Rysunek Hartmana to w rzeczywistości jedynie szkic XVII-wiecznej siedziby szlacheckiej, Hartmanowska proza staje się u Musorgskiego najczystszą poezją... Mamy też sprzeczkę dzieci w ogrodzie Tuileries, dalej Bydło - zaprząg na ogromnych kołach z parą wołów, szkic z okolic Sandomierza, Taniec kurcząt w skorupkach - projekt scenograficzny, słynny portret Dwóch Żydów - bogatego Samuela Goldenberga i biednego Szmula, w rzeczywistości złączenie w jedno dwóch oddzielnych obrazów Hartmana, i obraz przekupek na Rynku w Limoges... Gwałtowny, dramatyczny kontrast wnosi muzyka Katakumb - wraz z częścią zatytułowaną Cum mortuis in lingua mortua - Z umarłymi językiem umarłych. A później jeszcze tylko Chatka Baby Jagi na kurzych nóżkach - fantastyczna wizja drewnianego zegara, oraz Wielka Brama Kijowska - jeden z owych słynnych „rosyjskich” projektów Hartmana, który Musorgski skojarzy ze śpiewem chórów cerkiewnych, biciem dzwonów i atmosferą wielkiego narodowego święta...

Zadziwiające, że niewielu współczesnych potrafiło pojąć wielkość dzieła Musorgskiego. Wielkość tę rozumiał Włodzimierz Stasow, któremu kompozytor dedykował cykl, oczywiście także najbardziej światły z muzyków tamtego czasu - Franz Liszt, nigdy tez złego słowa o druhu z „Potężnej Gromadki” nie napisał Aleksander Borodin. Ale już sądy Rimskiego-Korsakowa czy Czajkowskiego cechuje zupełne niezrozumienie istoty muzyki Musorgskiego. A przecież była ona w swoim duchu „rosyjska” jak tylko możliwe: odwoływała się nie do zewnętrznych przejawów ludowej muzyczności, nie była stylizacją folkloru, lecz sięgała głębiej - do archetypów, surowych brzmień i intonacji, do samego rdzenia „rosyjskości”. Niezrozumiana w Rosji, wielki rezonans wywołała jednak wkrótce na Zachodzie, gdzie zachwycił się nią wielki odnowiciel muzyki XX wieku, Claude Debussy. I to właśnie w kontekście jego muzyki - zdobyczy harmonicznych i kolorystycznych, a może przede wszystkich estetycznych, pojąć można w pełni prekursorskie znaczenie sztuki Musorgskiego - i jego niezwykłych Obrazków z wystawy.